15 Feb 2017

lol

"W samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato." (Albert Camus)

Last night at 4 a.m. I woke up to the sound of my own laughter.
I can't remember the last time I laughed like that - this sort of uncontrollable, joyous laugh, so utterly carefree.

Confession: my pet peeves list starts with 1) being politely forced to look at people's holiday photos (usually zilliards of them), followed closely by 2) being politely forced to listen to other people telling me their dreams.
In both cases it's an insider's treat, these images and words so personal and only truly meaningful to their owners, not me, an innocent bystander.
It's difficult to say no when someone's willing to share something so private but I won't beat around the bush - it bores me to tears.
So I'm going to spare you the pain and not recount in detail the dream that woke me up laughing out loud as if I was a happy-go-lucky 20-year old again.

But it was something that really stopped me in my tracks and made me wonder.
'Cause waking up was a rough landing - to a reality of a splitting headache and anxious waiting.

This time of year is particularly difficult for me - governed by the inevitable worry, doubt and anxiety.
I breathe through these feelings, observe my thoughts with kindness and compassion, accept them and let them float away but... the fear is still there, it keeps humming at the back of my head, stubborn on the edge of my soul.
Waking up in the middle of the night is a classic sign of distress but having exhilirating dreams - well... not so much, is it? ;)

This made me wonder.
Does this mean that in the middle of it all - the tense waiting, the fear, the uncertain, the worry - I still have this pure simple joy hidden deep inside me?
Does it mean I can still reach it? Even during the roughest of times?
That would be such a comforting thought.

The Camus' quote - I've seen it so many times, its meaning a bit washed out for me, but today I discovered it was part of a paragraph that suddenly made it so poignant. Here it is with its beautiful context (even though some people doubt whether Camus was really its author):


So a request - don't tell me your dreams, tell me your joys... :)
Your invincible summers...

-   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -

O czwartej rano obudził mnie dźwięk mojego śmiechu.
Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak śmiałam - zupełnie niekontrolowanie, radośnie, całkowicie beztrosko.

Wyznanie: wśród rzeczy, których najbardziej nie znoszę są 1) bycie uprzejmie zmuszoną do oglądania czyichś zdjęć z wakacji (zazwyczaj w przytłaczających ilościach) oraz 2) bycie uprzejmie zmuszoną do słuchania opowieści o czyichś snach.
Obydwa te przypadki to głównie wartość dla narratora, obrazy i słowa osobiste i znaczące dla ich właścicieli, nie dla mnie, przypadkowego świadka.
Trudno jest odmówić, kiedy ktoś chce się podzielić czymś tak prywatnym, ale nie będę owijać w bawełnę - nudzi mnie to do łez.
Tak więc oszczędzę wam niezręczności i nie opowiem z detalami o czym był mój sen, z którego obudziłam śmiejąc się, jakbym znowu była beztroską dwudziestolatką.

Ale był to moment, który bardzo dał mi do myślenia.
Głównie dlatego, że przebudzenie było jak twarde lądowanie w rzeczywistości - prosto do przejmującego bólu głowy i niepokoju oczekiwania.
To jeden z tych momentów w roku, które są wyjątkowo dla mnie trudne - rządzą nimi zmartwienie, wątpliwości i cała lista strachów.
Nauczyłam się z nimi oddychać, obserwować te myśli z akceptacją i wyrozumiałością i pozwolić im przepływać obok, ale... strach cały czas tam jest i uparcie brzęczy z tyłu mojej głowy.

Przebudzanie się nad ranem jest jedną z oznak przewlekłego stresu, ale uskrzydlające sny już chyba do tej kategorii nie należą, prawda? ;)

Właśnie to dało mi do myślenia.
Czy to oznacza, że w samym środku tego chaosu - napiętego czekania, obaw, niepewności i zmartwień - nadal gdzieś w samym środku mnie chowa się czysta żywa radość?
Czy to znaczy, że nawet w najtrudniejszym czasie, mogę do niej sięgać?
To byłaby bardzo krzepiąca myśl.

Ten cytat z Camusa znam już od dawna i wydawał mi się wyblakły i oklepany. Jednak dzisiaj odkryłam, że to fragment większej całości, która jeszcze bardziej do mnie przemówiła.
Oto ona (choć niektórzy wątpią czy Camus rzeczywiście jest autorem tych słów):

"Pośród nienawiści odkryłem, że jest we mnie niezwyciężona miłość. Pośród łez stwierdziłem, że jest we mnie niezwyciężony uśmiech. Pośrodku chaosu stwierdziłem, że jest we mnie niezwyciężony spokój. W samym środku zimy, przekonałem się, że jest we mnie niezwyciężone lato. I to sprawia, że jestem szczęśliwy. Bo to oznacza, że nieważne jak bardzo świat na mnie napiera, jest we mnie coś silniejszego i lepszego, co może dać światu odpór."

Więc oto prośba - nie opowiadajcie mi swoich snów... Opowiedzcie mi o swoich radościach. :)
Waszych niezwyciężonych latach...

1 comment:

Kasia Krzymińska said...

Myślę, że tak! Na pewno ta czysta radość gdzieś się tam chowa. Może nawet w każdym z nas? Może nawet w tych smutasach i poważnisiach z kamienną twarzą? Ty na pewno musisz mieć jej całe pokłady i wiem, że powoli je odkopiesz. I przy okazji ja też! :)
ps. niech przepadną wszyscy Ci którzy wsuwają nam ekrany tabletów i telefonów przed samą twarz i otwierają folder "wakacje".

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...